Apologeta

Tylko konkretne odpowiedzi

Gimboateizm — co to jest?

Opublikowano: 29.11.2025 | Ostatnia aktualizacja: 29.11.2025

Jest to taki rodzaj ateiz­mu, w którym wiedza i postawa ateisty, a więc też jego sposób argu­men­tacji, rodzaj uży­wanych argu­men­tów na „nieist­nie­nie Boga” i fałszy­wość religii a także częs­to — wiek — są zwyk­le na poziomie dawnego gim­nazjum (stąd nazwa) albo i jeszcze niżej — nie ubliża­jąc tu oczy­wiś­cie tym wszys­tkim uczniom szkół pod­sta­wowych, którzy cechu­ją się jed­nak wyższym poziomem kul­tu­ry, opanowa­nia, szczeroś­ci, obiek­ty­wnoś­ci, wyk­sz­tałce­nia oraz umiejęt­noś­cią wnikli­wego myśle­nia i zdoby­wa­nia infor­ma­cji. Niem­niej ter­min ten w żad­nym wypad­ku nie odnosi się tylko i wyłącznie do tych ateistów, którzy są w wieku ostat­nich lat szkoły pod­sta­wowej. Gim­boateis­ta­mi są bard­zo częs­to ludzie dorośli, którzy jed­nak men­tal­nie zatrzy­mali się na tam­tym poziomie edukacji i roz­wo­ju men­tal­nego.

Mowa więc o tych wszys­t­kich „obal­aczach” Boga i chrześ­ci­jańst­wa, którzy:

  • Ani razu nie przeczy­tali Bib­lii;
  • Zna­ją kil­ka wyr­wanych z kon­tek­stu frag­men­tów Bib­lii, które brzmią „szoku­ją­co” i „jed­noz­naczne” (w ich mnie­ma­niu);
  • Coś tam słyszeli o ped­ofil­ii w Koś­ciele i o tym, że Watykan to boga­ta insty­tuc­ja fałszu­ją­ca his­torię świa­ta i mają­ca rzeczy­wistą kon­trolę nad światem;
  • Słyszeli, że kiedyś były kruc­jaty i inkwiz­y­c­ja (które oczy­wiś­cie były złe) i że Koś­ciół pal­ił na stosie czarown­ice i wszys­t­kich tych, którzy się z nim nie zgadza­li;
  • Gdzieś czy­tali, że Koś­ciół wymor­dował set­ki mil­ionów rdzen­nych mieszkańców Amery­ki, w imię ewan­ge­liza­cji oczy­wiś­cie.
  • „Wiedzą”, że Koś­ciół to dno moralne i sko­rumpowana insty­tuc­ja zaan­gażowana w różne spis­ki i machlo­je;
  • Popeł­ni­a­ją szereg błędów log­icznych i nawet nie wiedzą, że coś takiego jak błędy log­iczne ist­nieje;
  • Nie mają poję­cia o: his­torii Koś­cioła, egzegezie Pis­ma Świętego oraz filo­zofii;
  • cechu­ją się ogrom­ną emocjon­al­noś­cią i aro­gancką wręcz postawą, które przed­kłada­ją pon­ad log­iczne myśle­nie i jakąkol­wiek ucz­ci­wość intelek­tu­al­ną, gdyż tak naprawdę nie intere­su­je ich samo zagad­nie­nie wiary ale przede wszys­tkim obal­anie wiary — nieważne jaki­mi argu­men­ta­mi. Byle tylko obal­ać, żeby nie musieć wierzyć;
  • wręcz uwiel­bi­a­ją sarkazm, ironię, drwiny, poniżanie i gardze­nie religią (głównie chrześ­ci­jańską z jakiegoś powodu), spraw­ia im to przy­jem­ność i dzię­ki temu czu­ją się lep­si, bardziej oczy­tani, bardziej wartoś­ciowi i „sto­ją­cy wyżej”, mają­cy wiedzę, władzę i czu­ją­cy się (znowu emoc­je i odczu­cia) jako pon­ad­prze­cięt­ni bun­town­i­cy, którzy „wyr­wali się z narzu­conego siłą idio­ty­cznego sys­te­mu”; którzy czu­ją, że są lep­si od „ciemnogro­du” jakim jest oczy­wiś­cie środowisko ludzi wierzą­cych;
  • nie dopuszcza­ją żad­nej możli­woś­ci cier­pi­enia wynika­jącego z nat­u­ral­nych etapów roz­wo­ju duchowego, a szczegól­nie poczu­cia winy, które trak­tu­ją jako coś tak bard­zo toksy­cznego, że wolą je z siebie za wszelką cenę wyp­ier­ać niż je zaak­cep­tować i w jego wyniku zas­tanow­ić się nad swoim zachowaniem (gdyż ono służy tylko i wyłącznie do tego);
  • nie chcą wierzyć w Boga nie dlat­ego, że nie ma dowodów na Jego ist­nie­nie (to tylko taki slo­gan), ale dlat­ego, że: a) chcą zro­bić na złość swoim rodz­i­com, księżom, zna­jomym, itd., gdyż bunt spraw­ia im swego rodza­ju przy­jem­ność, daje poczu­cie władzy i kon­troli; b) ule­ga­ją wpły­wowi mediów, książek, filmów oraz środowiska, którego zdanie oso­biś­cie prefer­u­ją i na którego opinii im zależy; c) chcą żyć w grzechu, bo spraw­ia im to przy­jem­ność, jest łatwe i „wszyscy tak robią”, a wiara wyma­gała by od nich radykalnej zmi­any swo­jego sty­lu życia i konieczność bycia „innym niż cały świat”. Wszys­tko to jed­nak z głównej mierze sprowadza się do emocji i odczuć, a nie do czys­to intelek­tu­al­nego bada­nia sprawy wiary;

Gim­boateizm jest więc postawą niedo­jrza­łą, ślepą, opier­a­jącą się na instynk­tach, emoc­jach, bezmyśl­noś­ci, bezwied­nym akcep­towa­niu wpły­wów środowiska oraz złych pobud­kach, które gim­boateista uwiel­bia zaspoka­jać. Nie ma więc nic wspól­nego ze szcz­erym poszuki­waniem i badaniem tem­atu Boga, wiary, religii, filo­zofii, itd..

Stąd też moja rada dla wszys­t­kich początku­ją­cych apolo­getów — gdy zori­en­tu­je­cie się, że macie do czynienia z prawdzi­wym gim­boateistą to miej­cie na uwadze to, że nie przeprowadzi­cie z nim żad­nej mery­to­rycznej dyskusji i że w grun­cie rzeczy jest to stra­ta cza­su i nie ma sen­su udowad­ni­ać mu czegokol­wiek, gdyż tak naprawdę mu na tym nie zależy. W takim wypad­ku zas­tosowałbym raczej zasadę z Księ­gi Przysłów:

„Głupiemu odpowiadaj według jego głupo­ty, by nie pomyślał, że mądry.” (Prz 26:5)

Najlepiej jest więc wobec nich stosować apolo­getykę pre­supozy­cyjną (pole­cam zgłębić tem­at) niż ewidencjon­al­ną (czyli opartą na dowodach log­icznych, naukowych, his­to­rycznych, itp.). Choć nawet i w takim wypad­ku należy się spodziewać miernych rezul­tatów. W zasadzie to zas­tanaw­iam się czy w ogóle jest jakikol­wiek sens wchodz­ić w dyskus­je z ateis­ta­mi o takim poziomie men­tal­no-intelek­tu­al­nym. Powiedzi­ałbym, że nie. Niem­niej warto wiedzieć, że są tacy ludzie i nauczyć się ich rozpoz­nawać, żeby nie musieć marnować cza­su na dyskus­je z nimi.

Pamię­ta­j­cie, że apolo­ge­ta to nie jest ktoś, kto ma obow­iązek przeko­na­nia każdego niewierzącego i odpowiada­nia za każdym razem na każdą zaczep­kę czy zarzut. Nawet sam Jezus niejed­nokrot­nie darował sobie odpowiadanie na jakiekol­wiek zarzu­ty i pyta­nia, gdy widzi­ał, że jego adw­er­sarze wcale nie szuka­ją prawdy i odpowiedzi, a jedynie wys­taw­ia­ją Go na próbę lub próbu­ją przyła­pać na jakimś błędzie lub fałszy­wie oskarżyć (por. Mk 15:3–5; Mt 21:23–27; Łk 23:8–9). Apolo­ge­ta to nawet nie jest ktoś kto ma w ogóle jakikol­wiek obow­iązek przeko­na­nia kogokol­wiek. W pier­wszej kole­jnoś­ci dlat­ego, że nie jest w stanie tego zro­bić. Tylko Bóg może przekon­ać kogokol­wiek do wiary (J 6:44; J 6:65; Ef 2:8). Apolo­ge­ta ma jed­nak obow­iązek rzec­zowego odpowiada­nia tym, którzy naprawdę doma­ga­ją się uza­sad­nienia naszej wiary (1 P 3:15). Ma też obow­iązek służe­nia swoim współbra­ciom, którzy szuka­ją odpowiedzi na zagad­nienia związane z wiarą. Tylko tyle i aż tyle.

Dodaj komentarz