Apologeta

Tylko konkretne odpowiedzi

„Znam wielu dobrych ludzi, którzy są ateistami. I co, pójdą do piekła na wieczne męki, tylko dlatego, że nie wierzą w Jezusa?”

Opublikowano: 20.12.2025 | Ostatnia aktualizacja: 25.06.2026

Krót­ka odpowiedź: Jeśli do koń­ca życia całkowicie świadomie i dobrowol­nie będą mówić Bogu „nie”, to tak — ostate­cznie pójdą do piekła. Nie dlat­ego, że Bóg jest jakimś rozkaprys­zonym wład­cą, nieznoszą­cym gdy ktoś Go nie uwiel­bia, ale dlat­ego, że w swo­jej dobro­ci niko­go nie zmusza do przyję­cia Jego miłosierdzia i prze­baczenia, a same dobre uczyn­ki ludzi nie anu­lu­ją automaty­cznie ich winy i kary za złe uczyn­ki, które też mają i w których obiek­ty­wnie trwa­ją i nie chcą się z nich nawró­cić.

Odpowiedź rozbudowana

Ale dlaczego tak jest? Jak to się ma do spraw­iedli­woś­ci? Czy to nie jest okrutne, a wręcz ego­isty­czne ze strony Boga, że skazu­je nawet dobrych ludzi na wieczne cier­pi­e­nie, tylko dlat­ego, że oni w Niego nie wierzą? Gdzie tu jest ta sław­na miłość Boga i Jego miłosierdzie? A gdzie tu jest wol­na wola, sko­ro człowiek de fac­to nie może wybrać życia bez Boga bo będzie za to ukarany? To jest ten dobry Bóg? O co tu chodzi?

Takie pyta­nia zada­ją nawet niek­tórzy wierzą­cy, którzy nie zna­ją zbyt dobrze swo­jej wiary, więc co dopiero bun­tu­ją­cy się prze­ciw Bogu ateiś­ci? Dlat­ego żeby tę kwest­ię dobrze zrozu­mieć musimy ją podzielić na kil­ka pod­punk­tów, które następ­nie szerzej omówimy:

  1. To pytanie zbyt­nio upraszcza prob­lem. W rzeczy­wis­toś­ci bowiem ist­nieją dwa rodza­je niewiary w Boga: zaw­in­iona i nieza­w­in­iona. To niewiara zaw­in­iona jest trak­towana przez Boga jako grzech i jeden z powodów potępi­enia;
  2. Ist­nie­nie obiek­ty­wnej moral­noś­ci obala argu­ment o tym, że ktoś jest wystar­cza­ją­co dobry według swoich włas­nych stan­dard­ów;
  3. Nawet obiek­ty­wnie dobre czyny nie anu­lu­ją winy i kon­sek­wencji czynów złych oraz nie są w stanie niko­go zbaw­ić;
  4. Nie ma winy wiecznej ktoś kto: naprawdę nie wie (w sposób nieza­w­in­iony), że robi źle, który robi coś złego niedo­browol­nie lub robi coś złego, co nie ma wystar­cza­ją­co ciężkiej materii;

Zatem po kolei:

Ad 1 — To pytanie zbytnio upraszcza temat. W rzeczywistości istnieją dwa rodzaje niewiary w Boga: zawiniona i niezawiniona. To niewiara zawiniona jest traktowana przez Boga jako grzech i jeden z powodów potępienia;

Zaczni­jmy od tego, że tak zadane pytanie, w oder­wa­niu od rzeczy­wis­tego kon­tek­stu, jakim jest całoś­ciowe nauczanie Bib­lii i Koś­cioła, może bard­zo łat­wo wywoły­wać w ludzi­ach taki efekt, że odczuwa­ją złość, poczu­cie krzy­wdy, niespraw­iedli­woś­ci, okru­cieńst­wa, braku wyrozu­mi­ałoś­ci przez Boga, itd.. W dodatku może rodz­ić takie myśli: „Bóg jest niespraw­iedli­wy, bo karze kogoś kto jest dobry!” albo: „Boga nie obchodzą ludzie, tylko Jego włas­na chwała i jego ego, sko­ro brak wiary w Niego każe w taki okrut­ny sposób, i to nawet ludzi dobrych!”. Pon­ad­to pytanie to zaw­iera w sobie fałszy­wą tezę, która brz­mi: „nie ma prze­cież nic złego w tym, że ktoś nie wierzy w Boga!”. Jed­nak gdy zrozu­miemy właś­ci­wy kon­tekst, wtedy będziemy w stanie zrozu­mieć na czym pole­ga rzeczy­wisty prob­lem zawarty w tym pyta­niu.

a) Czy sama niewiara w Boga jest wystar­cza­ją­ca do potępi­enia?

Tak i nie. Zaczni­jmy od wyraźnego spre­cy­zowa­nia: to nie jest tak, że ktoś zostanie potę­pi­ony tylko dlat­ego, że nie poz­nał Jezusa i nie wiedzi­ał, że Koś­ciół jest tą wspól­notą, którą Jezus założył i której należy być posłusznym. Również ciężko mówić o potępi­e­niu kogoś, kto nie z włas­nej winy ma całkowicie zafałs­zowany lub wykrzy­wiony obraz Boga, Jezusa, Koś­cioła, itd. i przez to odrzu­ca wiarę. Mowa jest tylko o takiej niewierze, w której ludzie całkowicie świadomie i dobrowol­nie odrzu­ca­ją Boga, Jezusa i Koś­ciół. Co to znaczy „świadomie i dobrowol­nie”? Czyli wtedy, gdy ktoś mając real­ną możli­wość poz­na­nia i zrozu­mienia prawdzi­wej nau­ki Jezusa, mając możli­wość jej zwery­fikowa­nia i rozwia­nia wąt­pli­woś­ci świadomie wybiera, że nie będzie zgłębi­ać tego tem­atu lub zgłębia tem­at i go rozu­mie ale i tak świadomie decy­du­je się odrzu­cać wiarę, mimo świado­moś­ci, że jest ona prawdzi­wa i uza­sad­niona. Taka niewiara jest całkowicie zaw­in­iona i nie może być uspraw­iedli­wiona brakiem świado­moś­ci lub brakiem dostępu do wiedzy na ten tem­at. To tak jak­by ktoś miał fizy­czną możli­wość dowiedzenia się jak wyleczyć się z ciężkiej choro­by, ale świadomie odrzu­cał wysiłek zdoby­wa­nia wiedzy i trudu leczenia a potem miał pre­ten­sje do wszys­t­kich, tylko nie do siebie, że choro­ba doprowadz­iła go ostate­cznie do nieuchron­nej śmier­ci. Taka postawa odrzu­ca­nia wiary w Boga to już nie jest zwykła „niewiara” wynika­ją­ca z braku wiedzy, braku możli­woś­ci rozwia­nia wąt­pli­woś­ci czy braku rozez­na­nia w tema­cie, ale rzeczy­wisty bunt prze­ciw Bogu. Dlat­ego przede wszys­tkim należy wziąć pod uwagę fakt, że nie każdy ateista odrzu­ca Boga świadomie i dobrowol­nie. Są tacy, u których zostało to w pewien sposób narzu­cone, np. przez wychowanie w rodzinie ateisty­cznej, prze­ci­wnej koś­ciołowi, w której młody człowiek nasłuchał się naj­gorszej możli­wej pro­pa­gandy o Koś­ciele, Bib­lii, księżach, itd. i nie miał możli­woś­ci wery­fikacji tej pro­pa­gandy. Wielu ateistów w his­torii świa­ta nawracało się prze­cież i nadal się nawraca gdy ma możli­wość zapoz­na­nia się z rzeczy­wistym nauczaniem i his­torią Koś­cioła, nauką, filo­zoficzno-log­iczny­mi argu­men­ta­mi za ist­nie­niem Boga i zasad­noś­cią wiary, oso­bisty­mi przeży­ci­a­mi lub przez cuda, których oso­biś­cie doz­na­ją (np. André Frossard, Antony Flew, Fran­cis S. Collins, Lee Stro­bel, etc.). U niek­tórych ateizm jest więc pewnym „wbu­dowanym etapem prze­jś­ciowym” a nie całkowicie świadomym odrzu­caniem prawdzi­wego Boga. Sko­ro ja to rozu­miem to nie wierzę, że Bóg tego nie rozu­mie i że trak­tu­je takiego wychowanego na „ateistę” nieświadomego człowieka, na równi z zat­wardzi­ałym ateistą, który świadomie i dobrowol­nie bun­tu­je się prze­ciw Bogu, już nawet po zapoz­na­niu się z prawdą. Zobaczmy co mówi o tym Bib­lia:

„Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbaw­iony. Kto wierzy w Niego, nie podle­ga potępi­e­niu; a kto nie wierzy, już został potę­pi­ony, bo nie uwierzył w imię Jed­norod­zonego Syna Bożego. (J 3:17–18)

„Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Syn­owi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży».” (J 3:36)

„I rzekł do nich: «Idź­cie na cały świat i głoś­cie Ewan­gelię wszelkiemu stworze­niu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbaw­iony; a kto nie uwierzy, będzie potę­pi­ony.” (Mk 16:15–16)

Zgod­nie z Bib­lią naucza też tego Koś­ciół:

„Nie mogli­by tedy być zbaw­ieni ludzie, którzy wiedząc, że Koś­ciół założony został przez Boga za pośred­nictwem Chrys­tusa jako konieczny, mimo to nie chcieli­by bądź przys­tąpić do niego, bądź też w nim wytr­wać.” Sobór Watykańs­ki II, kon­st. Lumen gen­tium, 141

Więc jeśli opier­ać się tylko i wyłącznie na tych kilku cytat­ach (a jest ich więcej) i w dodatku czy­tać je nieuważnie, to rzeczy­wiś­cie moż­na dojść do wniosku, że zgod­nie z nauczaniem Koś­cioła i Bib­lii sama niewiara w Jezusa, bycie mu nieposłusznym oraz bycie poza wspól­notą Koś­cioła oznacza wieczne potępi­e­nie i koniec krop­ka. Jed­nak sęk w tym, że te powyższe stwierdzenia doty­czą tylko tych osób, które całkowicie świadomie i dobrowol­nie, rozu­miejąc te naucza­nia, decy­du­ją się na odrzuce­nie Boga i niewiarę w Jezusa i Koś­ciół (rozu­miem też przez to, że taka oso­ba ma możli­wość zbada­nia tem­atu pod kątem log­icznym, his­to­rycznym, naukowym, itd. i poz­na­jąc w końcu, że jest to praw­da i tak ją odrzu­ca). Nie doty­czą zaś one kogoś kto nie wierzy w sposób nieza­w­in­iony:

Stwierdze­nie to nie doty­czy tych, którzy bez włas­nej winy nie zna­ją Chrys­tusa i Koś­cioła: Ci bowiem, którzy bez włas­nej winy nie zna­jąc Ewan­gelii Chrys­tu­sowej i Koś­cioła Chrys­tu­sowego, szcz­erym sercem jed­nak szuka­ją Boga i wolę Jego przez nakaz sum­ienia poz­naną stara­ją się pod wpły­wem łas­ki pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbaw­ie­nie. (KKK 847)2

„Cho­ci­aż więc wiadomy­mi tylko sobie droga­mi może Bóg doprowadz­ić ludzi, nie zna­ją­cych Ewan­gelii bez włas­nej winy, do wiary, «bez której niepodob­na podobać się Bogu» (Hbr 11, 6), to jed­nak na Koś­ciele spoczy­wa konieczność i równocześnie święte pra­wo głoszenia Ewan­gelii” wszys­tkim ludziom.” (KKK 848)3

Pod­sumowu­jąc ten pod­punkt — ateista, który całkowicie świadomie i dobrowol­nie odrzu­ca Boga po zapoz­na­niu się z prawdą (lub po nieza­poz­na­niu się z nią ale tylko z włas­nej winy — np. w wyniku lenist­wa, pychy, czy innych złych pobudek) nie jest wcale jakimś niewin­nym człowiekiem, który nie miał możli­woś­ci poz­na­nia Boga w żaden sposób i ter­az „Bóg go za to każe”. Tego typu ateista jest świadomym bun­town­ikiem, który nie chce poz­nać i/lub uznać Boga i tym samym odrzu­ca Jego miłosierdzie i skazu­je się na zasłużoną spraw­iedli­wość za swo­je złe uczyn­ki, gdyż obiek­ty­w­na spraw­iedli­wość nakazu­je karać za zło (zob. https://apologeta.org/obiektywna-moralnosc-wskazuje-na-istnienie-obiektywnej-sprawiedliwosci-a-ona-na-istnienie-zycia-po-smierci/). Bóg ofer­u­je prze­bacze­nie i miłosierdzie każde­mu i dla tego, kto je przyjmie surowa spraw­iedli­wość przemienia się w miłosierne oczyszcze­nie. Ale gdy ktoś nie chce prze­baczenia i uspraw­iedli­wienia, to zosta­je mu tylko zmierzyć się z kon­sek­wenc­ja­mi zła, które popełnił. A złem są nie tylko grzechy typu kradzież, zabójst­wo, gwałt, itd. ale również świadome i zat­wardzi­ałe odrzu­canie Boga. Dlaczego?

b) Co jest złego w samym nie wierze­niu w Boga?

To, że zgod­nie z Bib­lią i nauczaniem Koś­cioła, Bóg jest jedynym naj­doskon­al­szym dobrem oraz jedynym źródłem wszelkiego dobra. Nie ma w Nim ani cienia zła (1 J 1:5). Każdy więc kto odrzu­ca Boga — odrzu­ca de fac­to ostate­czne dobro, do uczest­nict­wa w którym został stwor­zony. Uparte i ostate­czne odrzu­canie Boga (czyli niewiara) jest więc zła i prowadzi do wiecznego odd­zie­le­nia się od Boga, gdyż Bóg szanu­je ludzkie decyz­je, również te ostate­czne. I choć człowiek, również niewierzą­cy, może uczest­niczyć w cza­sie swo­jego ziem­skiego życia w dobru nat­u­ral­nym, które też pochodzi od Boga (czyli ateista może czynić dobre uczyn­ki, doświad­czać radoś­ci, przy­jem­noś­ci, przy­jaźni, itd.), to jest tak tylko do momen­tu śmier­ci. Gdy człowiek pode­j­mu­je swo­ją ostate­czną decyzję (np. na łożu śmier­ci), żeby ostate­cznie odrzu­cić Boga, czyli Najwyższe Dobro, do którego został stwor­zony, to jakiekol­wiek dal­sze uczest­nict­wo tego człowieka w tym dobru zosta­je wstrzy­mane już na zawsze, w momen­cie śmier­ci. Trafia on do Piekła, gdzie nie ma już dla niego żad­nego dobra uszczęśli­wia­jącego, nawet nat­u­ral­nego (nie da się tam kochać, przy­jaźnić, cieszyć się, odczuwać przy­jem­ność, itd.). Po śmier­ci pozosta­je zatem tylko jed­na z dwóch możli­woś­ci: życie wieczne bez Boga (Piekło) albo życie wieczne z Bogiem w radoś­ci, poko­ju, itd. (Niebo).

Moż­na by tu więc zadać następu­jące pytanie: „a co w przy­pad­ku gdy ateista nie wierzy, że odrzu­ca­jąc Boga odrzu­ca tak naprawdę jedyne dobro?” Zasad­nic­zo odpowiedzi­ałem na to już wcześniej — nie każdy ateista jest ateistą bun­town­ikiem, który całkowicie świadomie i dobrowol­nie odrzu­ca Boga. Nato­mi­ast gdy jak­iś ateista ma możli­wość zapoz­na­nia się z prawdą i nawet wtedy ją zat­wardziale odrzu­ca (np. wiedząc, że nawróce­nie oznacza­ło­by konieczność porzuce­nia złego sty­lu życia) to już inna kwes­t­ia. Niewiara potępi­a­ją­ca, o której mówimy, czyli ateizm w swo­jej najzgub­niejszej postaci, to nie jest zwykły „brak przeko­na­nia” ale wyraźny i świadomy bunt i odrzuce­nie Boga i świadome podtrzymy­wanie tego stanu. I to właśnie o tym przy­pad­ku mówi kon­sek­went­nie Pis­mo Święte i naucza Koś­ciół. Świę­ty Paweł w pier­wszym rozdziale Lis­tu do Rzymi­an mówi bard­zo wyraźnie, że nikt nie jest pozbaw­iony rozu­mowego światła o ist­nie­niu Boga. Jed­nak inną kwest­ią jest ogól­nie dostęp­na dla wszys­t­kich łas­ka a czy innym dobrowolne odrzu­canie tej łas­ki, tłu­mie­nie jej lub „zabu­dowywanie” wszelkiej maś­ci argu­men­ta­mi, byle tylko móc ją odrzu­cić:

„Albowiem gniew Boży ujaw­nia się z nie­ba na wszelką bezbożność i niepra­wość tych ludzi, którzy przez niepra­wość nakłada­ją prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu moż­na poz­nać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świa­ta niewidzialne Jego przymio­ty — wiekuista Jego potę­ga oraz bóst­wo — sta­ją się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. (Rz 1: 18–20)

Zatem każdy ma możli­wość poz­na­nia Boga, ale nie każdy jest w takim samy stop­niu win­ny gdy Go odrzu­ca. Bib­lia najostrzej potępia przede wszys­tkim tych, którzy robią to z świadomie i z rozmysłem.

W dal­szej częś­ci Lis­tu do Rzymi­an mamy pokazane czym się bard­zo częs­to kończy takie świadome i uparte odrzu­canie Boga, pomi­mo, że ma się świado­mość Jego ist­nienia: głupotą, zaślepi­e­niem, niemoral­noś­cią, utratą zdrowego rozsąd­ku, zaprzecze­niem fak­tom, życiem prze­ci­wnym do praw natu­ry, wynaturzeni­a­mi różnego rodza­ju:

Ponieważ, choć Boga poz­nali, nie odd­ali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczem­nieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Poda­jąc się za mądrych stali się głupi­mi. I zamie­nili chwałę niezniszczal­nego Boga na podobizny i obrazy śmiertel­nego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlat­ego wydał ich Bóg poprzez pożą­da­nia ich serc na łup nieczys­toś­ci, tak iż dopuszcza­li się bezczeszczenia włas­nych ciał. Prawdę Bożą przemie­nili oni w kłamst­wo i stworze­niu odd­awali cześć, i służyli jemu, zami­ast służyć Stwór­cy, który jest bło­gosław­iony na wie­ki. Amen. Dlat­ego to wydał ich Bóg na past­wę bezec­nych namięt­noś­ci: mianowicie kobi­ety ich przemieniły poży­cie zgodne z naturą na prze­ci­wne naturze. Podob­nie też i mężczyźni, porzu­ci­wszy nor­malne współży­cie z kobi­etą, zapałali nawza­jem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyz­na­mi upraw­ia­jąc bezw­styd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zbocze­nie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdzi­we poz­nanie Boga, wydał ich Bóg na past­wę na nic niez­dat­nego rozu­mu, tak że czynili to, co się nie godzi. Pełni są też wsze­lakiej niepra­woś­ci, przewrot­noś­ci, chci­woś­ci, niegodzi­woś­ci. Odd­ani zaz­droś­ci, zabójst­wu, waśniom, pod­stępowi, złośli­woś­ci; pot­war­cy, oszcz­er­cy, nien­aw­idzą­cy Boga, zuch­wali, pyszni, cheł­pli­wi, w tym, co złe — pomysłowi, rodz­i­com nieposłuszni, bezrozum­ni, niestali, bez ser­ca, bez litoś­ci. Oni to, mimo że dobrze zna­ją wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszcza­ją, win­ni są śmier­ci, nie tylko je popeł­ni­a­ją, ale nad­to chwalą tych, którzy to czynią.” (Rz 1: 21–32)

To właśnie o takich ludzi­ach Bib­lia mówi, że są głupi:

„Kierown­ikowi chóru. Daw­id­owy. Mówi głupi w swoim ser­cu: «Nie ma Boga». Oni są zep­su­ci, ohydne rzeczy popeł­ni­a­ją, nikt nie czyni dobrze.” (Ps 14:1)

Podob­nie głupi są ludzie, którzy wierzą w bożków, choć oni mimo wszys­tko nie grzeszą aż tak bard­zo, jak wspom­i­nani wcześniej zat­wardziali ateiś­ci:

Głupi [już] z natu­ry są wszyscy ludzie, którzy nie poz­nali Boga: z dóbr widzial­nych nie zdołali poz­nać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poz­nali Twór­cy, lecz ogień, wia­tr, powi­etrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę bur­zli­wą lub światła niebieskie uznali za bóst­wa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóst­wa — win­ni byli poz­nać, o ile wspanial­szy jest ich Wład­ca, stworzył je bowiem Twór­ca pię­knoś­ci; a jeśli ich moc i dzi­ałanie wpraw­iły ich w podziw — win­ni byli z nich poz­nać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkoś­ci i pięk­na stworzeń poz­na­je się przez podobieńst­wo ich Stwór­cę. Ci jed­nak na mniejszą zasługu­ją naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szuka­ją i prag­ną Go znaleźć. Obra­ca­ją się wśród Jego dzieł, bada­ją, i ule­ga­ją pozorom, bo piękne to, na co patrzą. Ale i oni nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc oga­r­nąć wszechświat — jakże nie mogli rych­lej znaleźć jego Pana? A nieszczęśni i w rzeczach martwych zad­u­fani ci, co boga­mi zwą dzieła rąk ludz­kich: zło­to i sre­bro — dzieła sztu­ki, wyobraże­nia zwierząt lub bezużyteczny kamień, dzieło starożyt­nej ręki.” (Mdr 13:1–10)

A co z ludź­mi, którzy po pros­tu mają zwykłe wąt­pli­woś­ci, chwieją się w wierze i napo­tyka­ją trud­noś­ci w uwierze­niu w Niego? Czy to to samo co zat­wardzi­ały ateizm? Nie. Zobaczmy co mówi na ten tem­at Kat­e­chizm Koś­cioła Katolick­iego:

„Pier­wsze przykazanie doma­ga się od nas umac­ni­a­nia naszej wiary, strzeże­nia jej z roztrop­noś­cią i czu­jnoś­cią oraz odrzu­ca­nia wszys­tkiego, co się jej sprze­ci­wia. Moż­na w różny sposób zgrzeszyć prze­ci­wko wierze. Dobrowolne wąt­pi­e­nie doty­czące wiary lekce­waży to, co Bóg objaw­ił i co Koś­ciół poda­je do wierzenia, lub też odmaw­ia uzna­nia tego za prawdzi­we. Wąt­pi­e­nie niedo­browolne oznacza chwiejność w wierze, trud­ność w przezwycięża­niu zarzutów związanych z wiarą lub też niepokój spowodowany jej nie­jas­noś­cią. Wąt­pi­e­nie może prowadz­ić do duchowego zaślepi­enia, jeśli jest dobrowol­nie podtrzymy­wane.4 (KKK 2088)

Zatem zarówno Bib­lia jak i Koś­ciół mówią, że prawdzi­wą głupotą oraz ciężkim grzechem jest świado­ma i dobrowol­na niewiara w Boga, lekce­waże­nie Go i Jego objaw­ienia, pole­ga­jące na dobrowol­nym podtrzymy­wa­niu wąt­pli­woś­ci, zami­ast szuka­nia ich rozwiąza­nia. Tym samym prze­chodz­imy do punk­tu drugiego:

Ad 2 — Istnienie obiektywnej moralności oznacza, że nikt nie może zostać nazwany „dobrym” według swoich własnych standardów;

Jeżeli ist­nieje obiek­ty­w­na moral­ność, to znaczy, że to Bóg ustal­ił z góry co jest dobre a co jest złe i że żaden człowiek na świecie nie może tego sam usta­lać ani zmieni­ać według swoich włas­nych poglądów. Przez obiek­ty­wną moral­ność mam na myśli nie tyle powszech­ną w danym miejs­cu akcep­tację jakichś norm moral­nych ale fakt ich nieza­leżnoś­ci onto­log­icznej, czyli fakt, że normy moralne są nieza­leżne od naszych oso­bistych opinii — nawet jeśli zbiorowych (nieco dokład­niej omaw­iam tę kwest­ię w tym artykule: https://apologeta.org/istnienie-obiektywnego-dobra-i-zla-jest-dowodem-na-istnienie-boga/). Sko­ro więc to Bóg usta­la co jest dobre a co jest złe, to znaczy, że również i ateistę będzie sądz­ił według tych właśnie, obiek­ty­wnych kry­ter­iów — a nie według pry­wat­nych stan­dard­ów, które dany człowiek postanow­ił uznać (nie należy mylić tego z kwest­ią Bożego osą­du ludzi, którzy kieru­ją się prawem nat­u­ral­nym ale Boga nie poz­nali — to jest zupełnie inna kwes­t­ia). A według stan­dard­ów Boga, żaden człowiek nie jest wystar­cza­ją­co dobry sam z siebie, żeby zasługi­wać na zbaw­ie­nie:

Bo nie ma na zie­mi człowieka spraw­iedli­wego, który by [zawsze] postępował dobrze, a nigdy nie zgrzeszył.” (Koh 7:20)

„Psalm. Daw­id­owy. Usłysz, o Panie, moją mod­l­itwę, przyjm moje bła­ganie w wier­noś­ci swo­jej, wysłuchaj mnie w swej spraw­iedli­woś­ci! Nie pozy­waj na sąd swo­jego słu­gi, bo nikt żyją­cy nie jest spraw­iedli­wy przed Tobą. (Ps 143:2)

„Jest to spraw­iedli­wość Boża przez wiarę w Jezusa Chrys­tusa dla wszys­t­kich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różni­cy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbaw­ieni są chwały Bożej, a dostępu­ją uspraw­iedli­wienia dar­mo, z Jego łas­ki, przez odkupi­e­nie które jest w Chrys­tusie Jezusie.” (Rz 3:22–24)

Wyni­ka to z prostego fak­tu, że nie ma na zie­mi człowieka, który by w jak­iś sposób nie zgrzeszył. W całej his­torii świa­ta były tylko dwie takie oso­by: Mat­ka Jezusa oraz On sam. Cała resz­ta ludzkoś­ci nieste­ty jest grzesz­na, mniej lub bardziej — ale jed­nak grzesz­na (wyjątek tutaj stanow­ią oczy­wiś­cie nieświadome dobra i zła dzieci, ludzie chorzy psy­chicznie, nie mogą­cy samodziel­nie rozez­nać, etc..). Zatem żaden ateista nie może powiedzieć, że jest „wystar­cza­ją­co dobry” — bo po pier­wsze: to nie ludzie decy­du­ją co jest wystar­cza­ją­co moral­nie dobre a co złe, tylko Bóg, a po drugie:

Ad 3 — Nawet obiektywnie dobre czyny nie anulują winy i konsekwencji czynów złych oraz nie są w stanie nikogo zbawić

Ktoś może powiedzieć: „No dobrze, ale prze­cież jest wielu ateistów, którzy żyją z zasada­mi, które są obiek­ty­wnie dobre, gdyż są nawet nauczane przez Bib­lię i Koś­ciół.” W porząd­ku, tylko po pier­wsze — wszyscy oni żyją tylko i wyłącznie według tych zasad, które im się oso­biś­cie podoba­ją, a odrzu­ca­ją wszys­tkie pozostałe. Żaden ateista nie żyje według wszys­t­kich zasad chrześ­ci­jańst­wa, bo wtedy był­by… chrześ­ci­ja­ninem. Jezus nie nauczał nigdy „zachowu­j­cie te przykaza­nia, które się wam podoba­ją”, tylko:

„Idź­cie więc i naucza­j­cie wszys­tkie nar­o­dy, udziela­jąc im chrz­tu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Ucz­cie je zachowywać wszys­tko, co wam przykaza­łem.” (Mt 28:19–20a)

Zatem sam fakt, że ktoś świadomie, wybiór­c­zo sto­su­je się do niek­tórych obiek­ty­wnych zasady moral­noś­ci, a do innych nie, w niczym go nie uspraw­iedli­wia przed Bogiem. Wyobraź­cie sobie taki przy­padek: ktoś twierdzi, że jakieś państ­wo nie może go ukarać za pranie brud­nych pieniędzy, bo on prze­cież zachowywał wszys­tkie inne prawa obow­iązu­jące w tym państ­wie, więc w sum­ie był „całkiem dobry” a zro­bił tylko jed­ną złą rzecz, więc nie zasługu­je na karę. Każdy wie, że taka reto­ry­ka nie miała­by żad­nej mocy przed sądem. Każe się za złe uczyn­ki, a dobre ich nie uspraw­iedli­wia­ją ani nie anu­lu­ją. Dokład­nie tak samo jest w chrześ­ci­jańst­wie. Bib­lia i Koś­ciół naucza­ją jas­no w tej spraw­ie — uspraw­iedli­wie­nie, czyli uzyskanie prze­baczenia za grzechy, pojed­nanie z Bogiem, otrzy­manie wstępu do Nie­ba i życia w łasce Bożej, są możli­we tylko przez świadome i dobrowolne zaak­cep­towanie Jezusa, ofi­ary, którą On dobrowol­nie poniósł za nasze grzechy oraz Jego naucza­nia, które nam zostaw­ił w Koś­ciele. A samo to jest wynikiem dzi­ała­nia łas­ki Bożej, z którą człowiek musi współpra­cow­ać. Nie ma żad­nej dro­gi „na około”, w sty­lu: „jestem dobrym człowiekiem więc zasługu­ję na niebo”. Nie, nie zasługu­jesz. Nikt nie zasługu­je. Po pier­wsze dlat­ego, że według obiek­ty­wnych stan­dard­ów Boga nikt nie jest wystar­cza­ją­co dobry, a po drugie i może nawet ważniejsze: nie da się na to zasłużyć, bo żaden człowiek nie jest w stanie odkupić sam swo­je własne grzechy. Obiek­ty­w­na spraw­iedli­wość uczy nas, że nasze grzechy zasługu­ją na karę — a każdy człowiek grzeszy. Tak chrześ­ci­janie jak i ateiś­ci. Różni­ca jed­nak jest taka, że chrześ­ci­janie uzna­ją, że są grzeszni i szuka­ją wybaczenia u Boga, co spraw­ia, że Bóg zami­ast ich spraw­iedli­wie karać piekłem, wybacza im, poma­ga się nawracać i ostate­cznie mogą oni zostać zbaw­ieni. Ateiś­ci zaś nie proszą o wybacze­nie, a więc de fac­to cały czas są w stanie niewybac­zonych grzechów, które nie wybac­zone zasługu­ją na spraw­iedli­wą karę. Koś­ciół nigdy nie nauczał, że wystar­czy być dobrym człowiekiem, żeby pójść do nie­ba. Nie da się „kupić” zbaw­ienia samy­mi dobry­mi uczynka­mi, ale bez Boga. Jest to herez­ja, potę­pi­ona na Soborze Try­denckim (1545–1563):

„1. Gdy­by ktoś mówił, że człowiek może być uspraw­iedli­wiony przed Bogiem przez swo­je własne czyny, dokony­wane siła­mi natu­ry ludzkiej albo z pomocą nau­ki Prawa, ale bez łas­ki Bożej przez Jezusa Chrys­tusa – niech będzie wyk­lę­ty.„5

„2. Gdy­by ktoś mówił, że łas­ka Boża jest przez Jezusa Chrys­tusa dawana tylko po to, aby człowiek łatwiej mógł żyć spraw­iedli­wie i zasłużyć sobie na życie wieczne, jak­by jed­no i drugie moż­na osiągnąć bez łas­ki mocą wol­nej woli, cho­ci­aż z tru­dem i wysiłkiem — niech będzie wyk­lę­ty.”

Owszem — chrześ­ci­janin powinien dobrze czynić i jest to jeden z warunk­ów trwa­nia w zbaw­ie­niu, ale to nie jest tak, że w ten sposób moż­na „wypra­cow­ać” sobie zbaw­ie­nie albo na nie zasłużyć. Zbaw­ie­nie jest tylko przez Jezusa. Wszelkie dobre czyny chrześ­ci­jan­i­na powin­ny wynikać z miłoś­ci do Boga. Nato­mi­ast grzech (zły uczynek) ścią­ga zasłużoną karę:

Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łas­ka przez Boga dana to życie wieczne w Chrys­tusie Jezusie, Panu naszym.” (Rz 6:23)

Czy więc każdy kto grzeszy i nie prosi Boga o prze­bacze­nie, zasługu­je na śmierć i pójdzie do piekła? Tutaj sytu­ac­ja jest podob­na do tej ze świadomym i nieświadomym (nieza­w­in­ionym) odrzu­caniem Boga:

Ad 4 — Nie ma winy wiecznej ktoś kto: naprawdę nie wie (w sposób niezawiniony), że robi źle, który robi coś złego niedobrowolnie lub robi coś złego, co nie ma wystarczająco ciężkiej materii;

Są ludzie, którzy — nie z włas­nej winy — nie mogli poz­nać Boga, Jezusa i Jego nau­ki ale starali się postępować w zgodzie z włas­nym sum­ie­niem i prag­nęli poz­na­nia Boga. Pisałem o tym już wcześniej ale warto to też uzu­pełnić nauką o grzechu ciężkim, który niewybac­zony przez Boga, ścią­ga na grzeszni­ka karę Piekła:

Igno­ranc­ja niedo­browol­na może zmniejszyć winę, a nawet uwol­nić od ciężkiej winy. Nikt jed­nak nie powinien lekce­ważyć zasad prawa moral­nego, które są wyp­isane w sum­ie­niu każdego człowieka. Impul­sy wrażli­woś­ci, uczu­cia mogą również zmniejszyć dobrowol­ny i wol­ny charak­ter winy, podob­nie jak nacis­ki zewnętrzne czy zaburzenia pato­log­iczne. Grzech popełniony ze złoś­ci, w wyniku świadomego wyboru zła jest naj­cięższy.” (KKK 1860)6

Grzech śmiertel­ny jest — podob­nie jak miłość — radykalną możli­woś­cią wol­noś­ci ludzkiej. Pocią­ga on za sobą utratę miłoś­ci i pozbaw­ie­nie łas­ki uświę­ca­jącej, to znaczy stanu łas­ki. Jeśli nie zostanie wyna­grod­zony przez żal i Boże prze­bacze­nie, powodu­je wyk­lucze­nie z Królest­wa Chrys­tusa i wieczną śmierć w piek­le; nasza wol­ność ma bowiem moc dokony­wa­nia wyborów nieod­wracal­nych, na zawsze. Cho­ci­aż może­my sądz­ić, że jak­iś czyn jest w sobie ciężką winą, powin­niśmy sąd nad osoba­mi powierzyć spraw­iedli­woś­ci i miłosierdz­iu Boże­mu.” (KKK 1861)7

Zatem na sam koniec zada­jmy sobie pytanie: czy zaci­etrzewiony, świadomie odrzu­ca­ją­cy wiarę w Boga ateista, który mimo, że ma fizy­czną możli­wość zbada­nia tej kwestii, ale świadomie i z pre­m­e­dy­tacją odrzu­ca taką możli­wość, rzeczy­wiś­cie należy do kat­e­gorii ludzi niewin­nych, którzy nie wiedzą co robią i którzy w dodatku są pozbaw­ieni jakiegokol­wiek grzechu, który zasługi­wał­by na karę? Pon­ad­to — jak może być ostate­cznie dobrym ten, kto świadomie odrzu­ca jedyne Dobro, do którego został stwor­zony? Jak może żyć obiek­ty­wnie dobrze ten, kto nawet nie wie co jest obiek­ty­wnie dobre, bo nie ma ku temu żad­nych pod­staw (gdyż odrzu­ca­jąc Boga odrzu­ca jakąkol­wiek obiek­ty­wność)? Jak może być dobry ten, kto nie szu­ka prze­baczenia i odpoku­towa­nia swoich złych czynów? Jak może żyć dobrze ten, kto wybiera sobie z obiek­ty­wnych zasad chrześ­ci­jańs­kich tylko to co mu pasu­je a resztę (dobrych zasad) odrzu­ca? To jest absurd. Owszem — mogą być ateiś­ci, którzy nawet z punk­tu widzenia chrześ­ci­jańskiego speł­ni­a­ją całkiem sporo przykazań chrześ­ci­jańs­kich, ale w sum­ie co z tego? Jest też wielu chrześ­ci­jan, którzy speł­ni­a­ją całkiem sporo przykazań, choć nie wszys­tkie. I ponown­ie — co z tego? Samo to nie gwaran­tu­je im zbaw­ienia. Również ci chrześ­ci­janie, jeżeli się nie nawrócą ze swoich grzechów i będą w nich upar­cie trwali, pomi­mo łas­ki Bożej, która wzy­wa ich do nawróce­nia, to tak samo jak ateiś­ci — pójdą do Piekła. Tutaj cały czas chodzi o postawę ser­ca i ucz­ci­we pode­jś­cie do sprawy. I co komukol­wiek da wiara w Jezusa w takim wypad­ku, sko­ro de fac­to odrzu­ca­ją Go swoim złym i upar­tym postępowaniem (jeśli oczy­wiś­cie było świadome i zaw­in­ione)?

Dlat­ego też zdanie: „Dobry ateista, który pójdzie do piekła tylko dlat­ego, że nie wierzy w Jezusa” — choć w pewnym wąskim sen­sie zaw­iera w sobie prawdę — to tak sfor­mułowane jest bardziej grą na emoc­jach i wyni­ka z niezrozu­mienia prob­le­mu.

Podsumowanie

  1. Nie każdy rodzaj ateiz­mu prowadzi do potępi­enia. Jest wiara zaw­in­iona i nieza­w­in­iona a ostate­czne pobud­ki ser­ca człowieka zna tylko Bóg;
  2. Ateiś­ci, choć nie mogą mówić o onto­log­icznie obiek­ty­wnej moral­noś­ci, mogą cza­sem wieść moral­nie dobre życie w jakimś zakre­sie, ale samo to nie uspraw­iedli­wia ich złych czynów, które wyma­ga­ją prze­baczenia i odpoku­towa­nia;
  3. Odrzu­canie Boga = odrzu­canie Dobra = wybieranie zła. Nie może żyć wiecznie z Bogiem (Dobrem) ktoś, kto ostate­cznie opowia­da się za złem, nawet jeśli jest to tylko jeden konkret­ny rodzaj zła (np. tylko kradzież); Czas na pod­ję­cie tej ostate­cznej decyzji jest co praw­da do śmier­ci, ale po pier­wsze: nie wiado­mo kiedy ktoś umrze, a po drugie: po co czekać?

„Szuka­j­cie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzy­wa­j­cie Go, dopó­ki jest blisko! Niechaj bezbożny porzu­ci swą drogę i człowiek nieprawy swo­je knowa­nia. Niech się nawró­ci do Pana, a Ten się nad nim zmiłu­je, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w prze­bacza­niu.” (Iz 55:6–7)


Przyp­isy:

  1. https://apologetyka.katolik.pl/lumen-gentium-konstytucja-dogmatyczna-o-kosciele/ ↩︎
  2. http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkI‑2–3.htm ↩︎
  3. Ibi­dem ↩︎
  4. http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkIII‑2–1.htm ↩︎
  5. Doku­men­ty Soboru Try­denck­iego, ses­ja VI, I/C „Kanony o uspraw­iedli­wie­niu”, pkt 1 i 2; źródło: https://sobory.ovh/html/Sobor_trydencki.htm ↩︎
  6. http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkIII‑1–1.htm ↩︎
  7. Ibi­dem ↩︎

Dodaj komentarz