Apologeta

Tylko konkretne odpowiedzi

Istnienie obiektywnej logiki jest dowodem na istnienie Boga

Opublikowano: 03.08.2025 | Ostatnia aktualizacja: 04.09.2025

Jeżeli założymy, że Bóg nie ist­nieje i jedynie logi­ka jest obiek­ty­wnym i miar­o­da­jnym narzędziem wskazu­ją­cym jak należy praw­idłowo myśleć to mamy pewien prob­lem. Załóżmy bowiem — jako tezę początkową — że rzeczy­wiś­cie Bóg nie ist­nieje. Jeżeli Bóg nie ist­nieje to znaczy, że świat pow­stał sam — na przykład z jakichś tam niez­nanych jeszcze przez nas praw fizy­ki (załóżmy taką absurdal­ną tezę na potrze­by tej dyskusji). Sko­ro świat pow­stał sam to również i logi­ka nie mogła zostać stwor­zona, ale po pros­tu jakoś wye­wolu­owała w tym pro­ce­sie. Jest więc ona ostate­cznie jedynie wynikiem przy­pad­kowych reakcji fizy­cznych i chemicznych oraz dzi­ała­nia elek­trycznoś­ci (neu­rony) w ludzkim mózgu. A sko­ro tak to nie ma żad­nych pod­staw, żeby uznać ją za obiek­ty­wne źródło poz­na­nia i wskaźnik myśle­nia. Jest to jedynie czys­to bio­log­icz­na reakc­ja orga­niz­mu. A sko­ro tak to na jakiej pod­staw­ie mogę wyma­gać od kogokol­wiek podąża­nia za nią jak za jakąś obiek­ty­wną prawdą? To wszys­tko prze­cież czys­to subiek­ty­wne kwest­ie. Co mnie obchodzą pro­cesy chemiczno-fizy­czne w czy­je­jś głowie? Mam prze­cież własne! Dochodz­imy więc do całkowitego relaty­wiz­mu log­icznego. Nie ma jed­nego wspól­nego wzor­ca myśle­nia, na pod­staw­ie którego moż­na by dokony­wać oce­ny racjon­al­noś­ci czy­je­goś sposobu myśle­nia. A nawet jeśli się umówimy na pewien wspól­ny wzorzec, to ostate­cznie nie będzie to żaden obiek­ty­wny i ostate­czny wzorzec a jedynie pewien przyję­ty na wiarę aksjo­mat. A sko­ro tak, to jakiekol­wiek „log­iczne” wnios­ki jakiejkol­wiek oso­by są jedynie pry­wat­ną opinią takiej oso­by wynika­jącą z takiego a nie innego sposobu funkcjonowa­nia orga­niz­mu takiej oso­by. Nie ma więc mowy o jakiejkol­wiek obiek­ty­wnej prawdzie w takim wypad­ku i wszys­tko jest jedynie kwest­ią pry­wat­nych poglądów i pref­er­encji (o ile w ogóle moż­na wów­czas mówić o czymś takim jak wolne i własne myśle­nie). Oso­by wyz­na­jące taki sposób myśle­nia nie mają zatem żad­nych pod­staw do udowad­ni­a­nia czy obal­a­nia czegokol­wiek a już tym bardziej do uważa­nia samej logi­ki za jakikol­wiek wzorzec wyz­nacza­ją­cy to jak należy rozu­mować. A nawet gdy­by próbowali to robić (co już samo w sobie było­by nieuza­sad­nione) to i tak pojaw­iał­by się kole­jny prob­lem — uza­sad­niali by oni logikę za pomocą… logi­ki. Czyli popeł­niali by błąd log­iczny o nazwie „peti­tio prin­cipii” (błędne koło w myśle­niu). Nie moż­na bowiem udowad­ni­ać czegoś za pomocą tego co ma być dopiero udowod­nione. Jeżeli więc logi­ka jest jedynie pro­duk­tem ewolucji wszechświa­ta to nie jest ona w żaden sposób wiary­god­na a już tym bardziej obiek­ty­w­na i mają­ca zas­tosowanie do wszys­t­kich ludzi. Bo niby na jakiej pod­staw­ie? Bo ktoś tak powiedzi­ał? Bo ludzie wspól­nie tak zade­cy­dowali? A jakie to ma znacze­nie?

Teza przeciwna

Z tego zaś wyni­ka prze­ci­wny wniosek, będą­cy „drugim końcem tego kija”. Mianowicie, jeżeli logi­ka rzeczy­wiś­cie jest obiek­ty­w­na, czyli ma zas­tosowanie dla wszys­t­kich ludzi oraz jest rzeczy­wistym narzędziem poz­na­nia i praw­idłowego sposobu myśle­nia, to jedy­na sytu­ac­ja, w której mogło­by to mieć sens była­by tylko i wyłącznie wtedy, gdy­by ist­ni­ał jak­iś zewnętrzny auto­ry­tet, który tę logikę nadał i ją uwiary­god­nił. Inny­mi słowy — Bóg, twór­ca i źródło logi­ki. Jeżeli to On dał nam logikę jako pra­wo obow­iązu­jące wszys­t­kich ludzi to wów­czas nie uza­sad­ni­amy już jej za pomocą jej samej ale uzna­je­my, że Ten, którą ją nam dał, nadał jej wartość, obiek­ty­wność i wiary­god­ność.

Wnioski

Jeżeli więc chce­my się posługi­wać logiką jako czymś obiek­ty­wnym i auto­ry­taty­wnym to ma to sens tylko i wyłącznie wtedy gdy uznamy, że ist­nieje zewnętrzny auto­ry­tet, który nadał obiek­ty­wność i sens log­ice. W innym wypad­ku będzie to tylko pus­ta paplan­i­na, opar­ta o pry­watne pref­er­enc­je i poglądy, które będą oparte o reakc­je chemiczne i fizy­czne w naszym orga­nizmie. Dlaczego two­je reakc­je miał­by mieć jakikol­wiek więk­szy sens i auto­ry­tet niż moje reakc­je? W świecie ateistów nie ma więc żad­nego sen­su ani ładu. Ateiś­ci odrzu­ca­jąc Boga sami skazu­ją się na bezsens a potem narzeka­ją, że nie widzą sen­su w niczym. Odrzu­canie Boga zawsze prowadzi do bezładu, bezsen­su, braku, pust­ki, nihiliz­mu, itd.. I nie ma w tym nic dzi­wnego gdyż tylko Bóg jest źródłem życia, radoś­ci, nadziei, sen­su, logi­ki, pełni, itd..

Zarzuty

Ateista może próbować odpowiedzieć na powyższe w następu­ją­cy sposób: „Ale prze­cież, żeby dojść do takich wniosków, sam musi­ałeś się najpierw posłużyć logiką! Zatem również i twój wniosek jest opar­ty o błędne koło w myśle­niu i nie ma żad­nych sen­sownych pod­staw! W dodatku na jego uza­sad­nie­nie doda­jesz jeszcze nieuza­sad­nioną tezę, że Bóg ist­nieje!”. Otóż dro­gi ateis­to, wcale nie. Po kolei:

a) Mój wniosek o słusznoś­ci logi­ki jest w pier­wszej kole­jnoś­ci uza­sad­niony tym, że poz­nałem Boga, który jako pier­wszy dał mi się poz­nać w sposób nad­przy­rod­zony swo­ją łaską. W sposób nad­przy­rod­zony to znaczy taki, który jest spoza tego mate­ri­al­nego sys­te­mu i który wykracza poza prawa fizy­ki, chemii, itd. gdyż tego typu łas­ka Boża oznacza Jego dzi­ałanie w duszy człowieka. Dopiero po tym poz­na­niu, współpracu­jąc z tą łaską (czyli będąc na nią otwartym i nie odrzu­ca­jąc jej) zrozu­mi­ałem, że ist­nie­nie Boga oznacza też automaty­cznie, że między inny­mi logi­ka musi być czymś obiek­ty­wnym, sko­ro to Bóg jest jej autorem. Zatem moje nad­przy­rod­zone doświad­cze­nie Boga jest pier­wszym czyn­nikiem, który nada­je wiary­god­noś­ci log­ice. Zawsze łas­ka Boża wyprzedza jakiekol­wiek dzi­ałanie człowieka, więc to nie jest tak, że ja doszedłem do poz­na­nia Boga i wiary w Niego na pod­staw­ie logi­ki. W pier­wszej kole­jnoś­ci to On udzielił mi łas­ki poz­na­nia siebie, a dopiero potem moja logi­ka zaczęła za tym podążać. Czego możesz doświad­czyć i ty jeśli będziesz szcz­ery w swoich poszuki­wa­ni­ach a nie zaci­etrzewiony.

b) W drugiej kole­jnoś­ci mój wniosek o zasad­noś­ci logi­ki nie jest opar­ty o tezę początkową „Bóg ist­nieje” tylko wręcz prze­ci­wnie — zakładam najpierw, że Bóg nie ist­nieje a następ­nie (posługu­jąc się logiką) wyciągam kole­jne wnios­ki. Jeśli więc Bóg nie ist­nieje (co również jest tezą nieuza­sad­nioną, więc nie wiem skąd tu prob­lem u ateisty) to znaczy, że logi­ka również nie została stwor­zona. Jeżeli logi­ka nie została stwor­zona, to znaczy, że jest czys­to subiek­ty­wną reakcją orga­niz­mu danego człowieka. Zatem nie jest żad­nym obiek­ty­wnym wzorcem myśle­nia obow­iązu­ją­cym każdego człowieka. Z tego zaś wyni­ka wniosek prze­ci­wny — obiek­ty­w­na logi­ka ma sens tylko i wyłącznie wtedy gdy ist­nieje zewnętrzny auto­ry­tet, który nada­je jej sens i obiek­ty­wność. Przyj­mu­ję więc to drugie stanowisko. Nie tylko dlat­ego, że najpierw sam doświad­czyłem Boga (patrz a)) ale też dlat­ego, że jeśli nie przyjmę takiego stanowiska to nie pozostanie mi zupełnie nic, co mogło­by nadać sens moje­mu rozu­mowa­niu i w związku z tym nie miałbym żad­nych pod­staw do wchodzenia w jakiekol­wiek dyskus­je z kimkol­wiek. Inny­mi słowy — staw­ia­jąc się w pozy­cji ateisty automaty­cznie ode­brałbym sobie jakiekol­wiek pod­stawy do wycią­ga­nia jakichkol­wiek wniosków a już tym bardziej kry­tykowa­nia czyichś lub do prowadzenia mery­to­rycznych dyskusji na jakikol­wiek tem­at. Uznanie ist­nienia Boga jest więc najbardziej racjon­al­ną postawą jaką moż­na przyjąć.

c) Fakt, że użyłem rozu­mu (logi­ki), żeby w ogóle dojść do jakichkol­wiek wniosków i sfor­mułować je w tym artykule nie jest żad­nym prob­le­mem typu błędne koło ponieważ zgod­nie z moim świato­poglą­dem logi­ka nie uza­sad­nia się sama, ale jest uza­sad­niona przez Boga, którego wcześniej poz­nałem, ma więc ona wartość obiek­ty­wną i mogę jej bez prob­le­mu uży­wać. Po to stworzył ją Bóg. Tak naprawdę to jedynie ateista ma tu prob­lem, bo w jego świecie nie ma czegoś takiego jak obiek­ty­wny wzorzec myśle­nia. Odrzu­ca­jąc Boga i reduku­jąc się do czys­to mate­ri­al­isty­cznego, bio­log­icznego rob­o­ta, podle­ga­jącego jedynie ślepym pro­ce­som chemiczno-fizy­cznym automaty­cznie skazu­je się on na całkow­ity bezsens, pustkę, brak jakichkol­wiek obiek­ty­wnych wzor­ców myśle­nia, odczuwa­nia, funkcjonowa­nia, itd.. Pozbaw­ia się jakichkol­wiek pod­staw do myśle­nia i do prowadzenia mery­to­rycznej roz­mowy. Więc jeśli chce korzys­tać z logi­ki jako czegoś obiek­ty­wnego to musi najpierw uznać ist­nie­nie zewnętrznego auto­ry­te­tu, który nada­je sens log­ice. Ale wtedy przes­ta­je już być ateistą.

Dodaj komentarz